śliwka
Oni odchodzą i gadają: - Zjesz ty licha, będzie tobie jeszcze gorzej jak nam. Marcin gotuje obiad, uwija się, pieczeń piecze. Naszykował sobie żelazną laskę. Przychodzi dziadek i prosi o jałmużnę. A Marcin: - Może myślisz mnie sprawić tak, jakeś moim braciom sprawił? Ja ciebie nauczę! I zaczynają się bić; ten tego brodą, ten tego laską, ten tego brodą, ten tego laską.Deszcz padał, zimno było, a on się nad tymi małymi ulitował, nakrył je swoim płaszczem i poszedł dalej. Przylatują stare gryfy i pytają: - A któż was tak, dzieci, okrył? - Był tu człowiek litościwy - mówią gryfięta - zdjął z siebie płaszcz i nas okrył. Rozleciały się gryfy szukać tego człowieka i znalazły Marcina. Ten im opowiada, jakim sposobem się tu dostał i co zrobił. - Kiedyś nam dzieci uratował - mówią gryfy - to i my ciebie uratujemy.
Waligóra śliwka pieczeń na rożen i już prawie ugotował obiad. A tu przychodzi ten sam dziadek, mówi pochwalonego i prosi o jałmużnę. A Waligóra: - Ja ci tu dam jałmużnę! Może myślisz, że tak zrobisz, jakeś memu bratu zrobił? Nic z tego nie będzie! Jak zaczęli się bić: ten tego brodą, ten tego drewnem, ten tego brodą, ten tego drewnem. I zbił Waligórę, gorzej niż tamtego. Waligóra leży, ledwie dyszy. Grubaska kosmiczna laicko pisze stylistyczne cuda.